Oto rzecz, której oferty nigdy nie mówią wprost, a wszystko inne z niej wynika: naturalne jaskinie lodowe są sezonowe, a sezon jest krótki. Przewodnicy zaczynają do nich wchodzić, gdy lodowiec zamarznie wystarczająco mocno, by stropy się trzymały — zwykle gdzieś w listopadzie — i przestają, gdy woda roztopowa znów zaczyna działać na te stropy, czyli zwykle gdzieś w marcu. Jeśli wasze terminy wypadają w lipcu, żadne pieniądze nie otworzą naturalnej jaskini. Najpierw sprawdźcie miesiąc, potem cenę.
Błękitna jaskinia lodowa to nie jaskinia w skale z lodem w środku. To dziura w samym lodowcu, wycięta przez wodę roztopową, która latem płynie przez lód i pod nim, a zimą, gdy woda ustaje, zostaje opuszczona. Dlatego jaskinie są co roku nowe: woda każdej wiosny wybiera inną drogę, a korytarz, którym szliście w lutym, może się zawalić albo zamarznąć na nowo do następnego. Nikt nie pokazuje wam stałej atrakcji. Pokazuje wam tegoroczną.
Kolor jest prawdziwy i ma fizyczne wyjaśnienie, które warto znać. Śnieg, który spada na lodowiec, to głównie powietrze. Gdy na wierzchu gromadzi się kolejny śnieg, niższe warstwy są ściskane, aż niemal całe to powietrze zostaje wyciśnięte, a to, co zostaje, to lód tak gęsty, że pochłania długie fale — czerwone, pomarańczowe, żółte — i odbija z powrotem tylko te krótkie. Głębszy, starszy, gęstszy lód jest bardziej niebieski. Najlepiej wychodzą na zdjęciach jaskinie wycięte w najstarszym lodzie.
W większości tych jaskiń jest też czerń i ludzie często się nią zaskakują. Islandia jest wulkaniczna, a popiół z erupcji osiada na lodowcach i zostaje zasypany przez śnieg następnej zimy. Tam, gdzie jaskinia przecina te warstwy, przez błękit przechodzą czarne pasma, a tam, gdzie woda roztopowa zmyła popiół, powstaje dno z czarnego piasku. Zdjęcia, na których błękit wypełnia ścianę po ścianie, są zwykle zrobione z lampą skierowaną w jeden konkretny kąt.
Wycieczki dzielą się na trzy rodzaje i mieszanie ich to najczęstszy błąd. Wejście do naturalnej jaskini oznacza jazdę jeepem przez równinę sandrową z Jökulsárlón i spacer po morenie, mniej więcej od listopada do marca. Chodzenie po błękitnym lodzie w Skaftafell to raki na lodowcu i żadnego dachu nad głową, dostępne przez większość roku. Wykuty tunel w Langjökull to sześćset metrów wywierconych w lodzie maszynami, otwarte codziennie i szczere co do tego, czym jest.
Słowo o tym, gdzie te miejsca się znajdują, bo to często zaskakuje. Jökulsárlón leży około 380 kilometrów od Reykjavíku, czyli cztery i pół do pięciu godzin latem i dłużej zimą, gdy Ring Road robi to, co Ring Road robi w styczniu. Skaftafell jest o godzinę bliżej. Żadne z nich nie jest jednodniową wycieczką ze stolicy w jakimkolwiek wygodnym sensie — i właśnie dlatego istnieją jedenastogodzinne wycieczki autokarowe i trzydniowe wyprawy z tej strony, i dlatego kosztują tyle, ile kosztują.
I słowo o bezpieczeństwie, bo tutaj decyduje ono o więcej niż gdziekolwiek indziej. Przewodnicy zamykają jaskinie bez ostrzeżenia i bez zwrotu za dzień, bo strop, który zaczął się ruszać, daje bardzo mało czasu. Nikt z tej strony nie zabierze was do jaskini bez kasku i nikt nie pozwoli wam wejść samemu. Wejście bez przewodnika to nie tańsza wersja tego — to inna aktywność z innym skutkiem, i każdy operator tutaj powie wam to samo.